Pismo Święte

Pismo Święte

niedziela, 11 września 2011

24 niedziela zwykła

Liturgia Słowa 24 niedzieli zwykłej:
Syr 2,30–28,7 Ps 103 Rz 14,7–9 Mt 18,21–35

          Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przede mną obraz przebaczenia, jako kolejnego korku ku  dojrzałości chrześcijańskiej. Tydzień temu Pan przypominał o "obowiązku chrześcijańskiego-pełnego  miłości upominania", a dziś mówi o wybaczeniu, które dzisiaj jest traktowane bardzo wybiórczo, albo jest bardzo spłycane, albo traktowane jako coś zarezerwowanego tylko dla religijnych i moralnych gigantów ducha (np. wybaczenie przez Jana Pawła II zamachowcy Ali Agcy?). Nic bardziej mylnego, przebaczenie dotyka każdego z nas, w każdym razie powinno, gdyż każdy z nas codziennie rano i wieczorem mówi w pacierzu: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".
 
 
          Te słowa są trudne w realizacji, bo wybaczenie jest trudne. Często posługujemy się tym wyrażeniem, ale czy wiemy co ono tak naprawdę znaczy? Każdy wyczuwa jakieś jego znaczenie, ale... Wg mnie wybaczyć tzn. "zaufać na nowo". Prosimy Ojca o przebaczenie nam naszych grzechów, ale w tej prośbie jest zawarty jeden warunek, to wybaczenie Ojca jest w pewnym stopniu zależne od naszej umiejętności wybaczania innym ludziom... Dlatego w Ewangelii słyszymy: "Panie, ile razy mam przebaczać, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”. Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy" (por. Mt 18, 21-22). Liczba 77 nie jest przypadkowa. Liczba 7 oznacza w Piśmie Świętym doskonałość, pełnie. Skoro Jezus zestawia tutaj 2 razy obok siebie liczbę 77 oznacza to umiejętność wybaczania zawsze, stale, w pełni. Wybaczenie jest trudne, bo dotyczy szczególnie wnętrza każdego z nas. Szczere przebaczenie musi pokonać także ból jaki wywołało jakieś złe zdarzenie, to znaczy "zaufać na nowo". Nie jest to o tyle łatwe, bo człowiek ma dobrą pamięć w szczególności do złych rzeczy, a już świetną do złych rzeczy jakie nam wyrządzili inny ludzie, zwłaszcza bliscy. Ciężko jest wybaczyć mężowi/żonie zdradę małżeńską czy przyjacielowi zdradę tajemnicy. Wiem, bo sam tego mocno doświadczam, skłamałbym mówiąc, że łatwo jest odbudowywać relacje na nowo. Wiem ile to kosztuje wysiłku, ile bólu... Ale Jezus nigdy nie mówił, że będzie łatwo być Jego uczniem, że to łatwizna, ale wręcz przeciwnie, że to dla twardzieli i ryzykantów, bo każdy,w tym i ja, musi nieść swój krzyż...

          Mocno do takiego poważnego traktowania sprawy motywuje mnie co 2-tyg spowiedź. Dla wielu jest to pewnie mocne zdziwienie, dlaczego tak szybko? Teraz po 2 latach mogę szczerze odpowiedzieć, żeby dostrzec w sobie grzeszność, zależność od Boga i uczyć się wybaczać, tak jak Bóg wybacza mi grzechy w Sakramencie Pokuty. Tam uczę się wybaczenia, patrzenia z miłością na siebie, nie potępiając siebie i dostrzeżenia tego ogromu łaski miłosierdzia Boga jaka na mnie spływa. Spowiedź to nie myjnia naszego sumienia, jak myjnia samochodowa, wchodzisz i szybko raz dwa, mówisz grzechy, ksiądz odpuszcza i po zawodach, to coś więcej. To Sakrament, który ma moc przemiany serca i tylko szczere przygotowanie się do niego, właściwe jego przeżycie pozwala na taką zmianę, co więcej pozwala poczuć prawdziwe błogi pokój w sercu, wiedząc, że Bóg Ci wybacza!
 
          Słowo dzisiaj pięknie opisuje Boga: "Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia" (por. Ps 103,1). i takiego Boga doświadczam w konfesjonale. Żydzi starotestamentalni wierzyli w Boga Jahwe, Boga który się lituje nad nimi, który: "Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca; Jak odległy jest wschód od zachodu, tak daleko odsunął od nas nasze winy" (por. Ps 103, 10.12), nie mniej jednak nie zapomina o ich przewinieniach, jest Sędzią, który pamięta i rozlicza z każdego przewinienia. Myśleli tak, bo zapomnieli, że "Bóg jest miłością" (por. 1 J 4,8). Przebaczenie często na przestrzeni wieków uznawane było i jest za słabość, tymczasem wiąże się ono z miłością, bo tylko osoba, która prawdziwie kocha, potrafi wybaczyć. Zawsze mnie to zadziwiało w filmach (szczególności tych amerykańskich) jak kobieta może wybaczyć mężowi zdradę, albo coś gorszego? Powód jest jeden, musi to być prawdziwa miłość. I taką miłością Bóg darzy każdego z nas, mnie i Ciebie. Czasami wydaje się to nie prawdopodobne, ale wtedy patrze na krzyż:
 
 
i widzę szczególny obraz przebaczenia, bo właśnie na nim Jezus woła: "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią" (por. Łk 23,34). W godzinie śmierci Jezus woła o przebaczenie dla tych, którzy zadają Jemu śmierć. To przebaczenie, które On tak szczególnie głosił (por. Łk 15, 11-32), pokazuje jak wypełnić, nawet w najgorszej dla nas godzinie... O takie przebaczenie proszę Boga dzisiaj... A o co Ty go prosisz, po usłyszeniu dzisiejszej Liturgii Słowa?



Błogosławionej niedzieli!

sobota, 3 września 2011

23 niedziela zwykła

Liturgia Słowa 23 niedzieli zwykłej:

Ez 33,7-9; Ps 95; Rz 13,8-10; Mt 18,15-20


          Przez tydzień, który minął byłem w WSD na dyżurze. Czytałem już to słowo w piątek, dając czas Duchowi Świętemu by mnie natchnął, pokazał co chce mi dzisiaj powiedzieć, nad czym powinienem się zastanowić... Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami obraz Starotestamentalnego Prawa, wypowiedzianego przez Pana. Cenna jest w tym i samo nazwanie tej mowy: "Obowiązek upominania". To słowo obowiązek dzisiaj szczególnie kojarzy nam się źle, z czymś wbrew naszej woli, coś co musimy spełnić. Mało kto, w tym i mi się zdarza traktować obowiązki jako coś narzuconego. Ten obowiązek przychodzi nam jednak o tyle łatwo, ponieważ dziś łatwo jest się nad kimś pastwić, wyszydzić kogoś, wytknąć go palcem... Jednak Bóg dziś po raz kolejny przypomina mi o innym upomnieniu, do jakiego jesteśmy zobowiązani. Tym upomnieniem jest "upomnienie miłości".
          Miłość, to wyróżnik chrześcijan. Już od początku chrześcijaństwa poganie mówili o chrześcijanach: "Patrzcie jak oni się miłują". Miłość dla wielu dziś to puste słowo, bardzo spłycone, związane z doświadczeniami emocjonalnymi. Bóg przypomina nam o innym obrazie miłości, o miłości altruistycznej, takiej która pozwala sama na zrezygnowanie z samego siebie. Pismo Święte przypomina: "Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (por. 1 J 4, 7-8). Taka miłość ma nas wszystkich wyróżniać, taką jak mówi św. Paweł: "wszyscy jesteśmy sobie dłużni" (por. Rz 13,8), obojętnie czy jest się klerykiem, ministrantem, osobą stojącą w pierwszym rzędzie, pod chórem, za drzwiami Kościoła lub w ogóle poza nim... Taka miłość jest właśnie: "doskonałym wypełnieniem Prawa" (por. Rz 13,10), gdyż przykazanie miłości jest największym przykazaniem Nowego Prawa...
          Dzisiaj Jezus także przypomina w Ewangelii o braterskim upomnieniu, można wręcz powiedzieć, że powtarza za prorokiem Ezehielem, doskonale wyjaśniając jego zasady: "Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch lub trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik" (por. Mt 18,15-17). Upomnienie nie jest po to by człowieka zgnębić, ale po to by mu pomóc. Widzimy to i dostrzegamy w codziennym życiu, np. gdy jakakolwiek mama mówi do swego dziecka, żeby nie dotykał gorącego czajnika bo się poparzy, a ono dotyka, później mu zwraca uwagę, żeby tego więcej nie robić. Dlaczego to robi? Bo go kocha... Tak samo powinno się postępować w życiu, podejść i powiedzieć komuś kogo nie lubimy, u którego coś nam nie odpowiada, lub gdy robi coś złego, podejść i powiedzieć co jest nie tak. Nie można jednak iść i powiedzieć w roli wyższej osoby, która karci, lecz podejść z miłością...
          Powiedzenie komuś upomnienia to nasz obowiązek, bo gdy ktoś nas nie upomina, a widzi, że źle robimy, tak samo i my to znak, że nam nie zależy na osobie która coś złego robi, to znak, że nie kochamy jej po chrześcijańsku i wtedy nasz brat umiera "z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie - mówi Pan" (por. Ez 33, 8). Ale zacząć trzeba najpierw w 4 oczy, nie obmawiać kogoś za plecami, co dzisiaj także jest często spotykane. Mówi się o kimś źle, a później się do niego jeszcze uśmiechamy, uważając, że jest wszystko w porządku... Najpierw sam na sam, później z kimś na koniec wobec starszych, gdy to nie pomaga mamy sumienie czyste; dziś często się spotyka także opuszczanie albo pierwszego i drugiego kroku i przechodzi od razu do trzeciego, albo kończy na pierwszym. Tylko, że Jezus wzywa i przypomina o 3 krokach, które są podstawowe...
          Upomnienie trzeba też umieć przyjąć, bo tak samo i my jesteśmy grzeszni, ale to dziś w szczególności zanika. Widzę to także po sobie; ciężko jest przyjąć upomnienie, bo traktuje się je od razu jako atak na mnie, nie jako wyraz odpowiedzialności za siebie nawzajem... W jakiej postawie odnajdujesz dziś siebie? Co Bóg mówi dzisiaj szczególnie do Ciebie?
          Błogosławionej niedzieli!