Pismo Święte

Pismo Święte

niedziela, 25 grudnia 2011

Boże Narodzenie i wspomnienie św. Szczepana

Liturgia Słowa Bożego Narodzenia i wspomnienia św. Szczepana, Męczennika:

Uroczystość Bożego Narodzenia: Iz 9,1-3.5-6 Ps 96 Tt 2,11-14 Łk 2,1-14
Wspomnienie św. Szczepana: Dz 6,8-10.7,54-60 Ps 31 Mt 10,17-22

 

„Gdy głęboka cisza zaległa wszystko,                        
A noc w swoim zasięgu dosięgła połowy,
Wszechmocne Twe Słowo z nieba zstąpiło”                                                                                            Mdr 18,14


 

            Pragnę złożyć najlepsze życzenia każdemu czytelnikowi tego bloga z racji Uroczystości Bożego Narodzenia!
            Życzę, by przychodzący Mdr Chrystus wypełnił nasze dusze radością, miłością i pokojem. Niech Jego Odwieczne Słowo rodzi w nas i przez nas owoce dobra w całym 2012 roku.

W ST Bóg był zawsze przedstawiany jako wszechmocny, potężny, silny. Takie wyznanie pojawia się również w Credo – Wyznaniu wiary. Ale obok tych określeń Boga, w całym Piśmie Świętym, które brzmiały na Pasterce: „Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju” (por. Iz 9,5) Bóg objawił siebie, swoją wielkość, moc i potęgę w słabości: w ubogim narodzeniu się Jezusa w stajni, a później poprzez Jego Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie. Tajemnicy Boga nigdy człowiek nie pojmie, ale dzięki Jezusowi Chrystusowi dostaliśmy szanse na zmianę naszego obrazu Boga, o Jego potędze i wielkości, poprzez bezsilność odkrywając prawdziwą moc i potęgę Boga, która w pełni objawia się w czynach miłości, nawet w tych małych… Poza tym mocne jest wezwanie w aklamacji przed Ewangelią: „Zwiastuję wam radość wielką, dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Jezus Chrystus” (por. Łk 2,10-11).

To Słowo przypomina mi słowo anioła Gabriela: „Nie bój się Maryjo! Znalazłaś bowiem łaskę u Pana. Oto poczniesz i porodzisz Syna i nazwiesz Go imieniem Jezus. On będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego” (por. Łk 1,30-32). Bóg chce, by Jezus rodził się w moim sercu nie tylko w to Boże Narodzenie, ale tak jak w życzeniach, każdego dnia. To wielka łaska, tak otworzyć swoje serce dla Jezusa, pozwolić wywarzyć Mu drzwi serca, by On rodził się w sercu każdego dnia. Pozwalając na urodzenie się Jezusa w moim sercu, pociąga to za sobą pozwolenie na zmianę mojego serca. Zmianę, którą On będzie kierował. Dzisiaj patrząc na mijający rok widzę, że zdarzało mi się nie pozwolić na narodziny Jezusa w moim sercu, albo pozwoliłem Mu się narodzić, po czym oddałem Go do domu dziecka, bo nie chciałem zmian… Dzisiaj przepraszam za takie zachowanie Boga, prosząc by ten nadchodzący rok był czasem, gdzie pozwolę faktycznie wywarzyć drzwi swego serca Jezusowi.

Do wspomnienia św. Szczepana wprowadza mnie słowo św. Pawła: „byśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa” (por. Tt 2,12-13). To ten faryzeusz, który pozwolił na śmierć Szczepana:  „a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szałem” (por. Dz 7,58). Szaweł przeszedł wiele w swoim życiu, doświadczył Pana Jezusa, który przyszedł do niego realnie i faktycznie (por. Dz 9,1-19). I zarówno Paweł i Szczepan tak żyli – wyrzekli się wszystkiego: „chociaż bowiem niszczeje człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień” (por. 2 Kor 4,16). Oni w pełni zaufali Słowu Jezusa, Temu, który Jeden jest Sprawiedliwy, który mówi: „Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (por. Mt 10,22). Dlatego mogli wyśpiewać: „W ręce Twe, Panie, składam ducha mego” (por. Ps 31). To wiąże się ze sobą w pełni, nie można zaufać, jeżeli w sercu jest coś ważniejszego niż Jezus. Szczepan i Paweł pozwolili by Jezus się w nich rodził „z dnia na dzień” (por. 2 Kor 4,16), powtórzyli za Psalmistą: „kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię” (por. Ps 31). Słowo to wzywa do refleksji nad moją relacją z Bogiem. W filmie Forest Gump, główny bohater w rozmowie ze swoim byłym kapitanem słyszy: „Dobrze, że jest nowy rok, ponieważ każdy ma szansę na start od nowa”. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia!

sobota, 17 grudnia 2011

4 niedziela Adwentu


Liturgia Słowa 4 niedzieli Adwentu:

2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16 Ps 89 Rz 16,25-27 Łk 1,26-38

            Adwent dobiega końca, to już 4 i ostatnia niedziela Adwentu 2011. Dlatego warto w tym czasie przyjrzeć się swojemu „prostowaniu dróg dla Pana” (por. Mk 1, 3). Osobiście zastanawiam się nie nad tym czego jeszcze nie zrobiłem, choć to też jest bardzo ważne, ale staram się patrzeć na te drogi, które są możliwe do użytkowania. Nie musi być ich wiele, może być ona 1 lub 2, może być ich 5 czy 10. Ale chodzi o to, by zrobić drogę dla Pana, by On do mnie przyszedł. Mogło się to dokonać przez jakieś uczynki miłosierdzia, typu wolontariat czy dzieła charytatywne, czy zwiększenie czasu na modlitwę lub jej pogłębienie i walkę o systematyczność… Czy walczyłem w tym Adwencie? Jak nie, to jest jeszcze czas by powalczyć, jeszcze Adwent nie przeminął…


Słowo z dzisiejszej niedzieli bezpośrednio podprowadza mnie pod temat świąt Bożego Narodzenia. „Wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu Ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki” (por. 2 Sm 7,12.14.16 / Ps 89). Te słowa to jasna obietnica Boga wobec Dawida, że jego ród będzie trwał na wieki, to obraz wiecznego przymierza między Nim a potomstwem Dawida. Ale to także jasna zapowiedź tego, co dzieje się w Ewangelii: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg dam Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (por. Łk 1,31-33). Ewangelista Mateusz pisze w rodowodzie Jezusa: „Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama” (por. Mt 1,1). To pokazuje piękną relację, nie tylko, że Nowy Testament wypełnia Stary Testament, ale przede wszystkim, że Bóg wypełnia swoje obietnice, zgodnie ze słowami św. Pawła: „zgodnie z objawioną tajemnica, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak objawioną” (por. Rz 16,25) i „Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona” (por. 1 Tes 5,24). Bóg naprawdę jest wierny, mimo, że czasem tego nie rozumiem. „On wiary dochowuje” (por. 1 Tes 5, 18). Dzisiaj dziękuje Bogu za Jego wierność!

Ale kogo Bóg obiecuje ludziom? Imię w Starym Testamencie oznaczało nie tylko konkretnego człowieka, ale także misje/zadanie jakie zostało mu przeznaczone. Bóg obiecuje: Jezusa. Imię to oznacza Bóg, który zbawia lub Bóg jest pomocny. Bóg obiecuje, że ześle z nieba pomoc, która podniesie człowieka i pomoże w osiągnięciu zbawienia. Jezus sam mówił: „Przyszedłem po to aby owce moje miały życie i miały je w obfitości” (por. J 10,10). Jezus chce, abyśmy na nowo, każdy człowiek miał życie z Bogu, chce przywrócić człowieka do jego pierwotnej relacji z Bogiem Ojcem. Tutaj konfrontuje się mój obraz Jezusa z tym obrazem, jaki on naprawdę jest: czy wierzę w takiego Jezusa, który przyszedł by mnie odkupić i zbawić? Sam nigdy nie dam rady dojść do nieba, zbawić się, bo jestem grzesznikiem i nic tego nie zmieni. Ale akceptuje to i przyjmuje do siebie Jezusa.

Zadziwia w tym nie tylko wierność Boga, ale i postawa Najświętszej Panienki. Maryja miała wtedy ok. 14 / 15 lat. Była wtedy naprawdę młodą dziewczyną. Na dodatek nic nie znaczącą, bo wywodzącą się z Nazaretu w Galilei, miasta uważanego za „spoganiałe”. Ona miała całe życie przed sobą, miała męża – Józefa (por. Łk 1,27). Na pewno miała plany na całe życie. Ja w tym wieku myślałem, że będę prawnikiem a nie księdzem. I Bóg przyszedł do Maryi, przyszedł, by wywrócić Jej życie do góry nogami i w pierwszych słowach mówi: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą!” (por. Łk 1,28). Bóg przychodząc nie chciał Jej wystraszyć, ale Bóg zawsze na początku przychodzi do człowieka ze swoją łaską, bardzo różną: błogosławieństwa, radości czy choroby, cierpienia. Wszystko jest Jego łaską, tylko czasami, my ludzie tego nie pojmujemy. Wręcz przeciwnie uważamy to za Jego przekleństwo, a nie łaskę. Bóg przychodzi do każdego i do każdego kieruje słowo o łasce. Chce by w właśnie we mnie na nowo narodził się Jezus, Zbawiciel. Ale odpowiedź należy do mnie. Ta odpowiedź dokonuje się w codzienności, poprzez uczynki miłości i wiary, nie koniecznie te wielkie jak męczeństwo, ale także w tych małych, jak zwykła życzliwość dla drugiej osoby, uśmiech, dobre uczynki oddane na chwalę Boga, wybaczenie itd.

Maryja się zgodziła na przyjęcie do swego serca Jezusa. Stała się „Służebnicą Pańską” (por. Łk 1,38). Zrobiła to mimo grożącego Jej wielkiego niebezpieczeństwa, przecież to niebyło dziecko Jej i Józefa, Jej męża. Gdyby została oskarżona, to na pewno zostałaby ukamienowana, słysząc przy tym niezbyt przyjemne epitety. Ale zaufała Bogu: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (por. Łk 1,38). Czasami słowo służebnica zastępowane jest tu przez inne – niewolnica. Świetnie wyjaśnia to św. Ludwik de Montfort Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny (69) Służąca zobowiązuje się do pracy na pewien okres czasu, w zamian za określoną zapłatę. Niewolnik zaś oznacza całkowitą i dozgonną zależność kogoś od kogoś, któremu musi on służyć jako panu, nie roszcząc sobie prawa do jakiejkolwiek zapłaty czy nagrody, jak bydlę, nad którym pan ma prawo życia i śmierci. I to określenie niewolnicy lepiej do mnie przemawia, gdyż oznacza pełne poddanie się woli Boga, zawierzenie Mu całego swojego życia, wszystkiego, od A do Z. Ta scena zawsze mnie zawstydza, bo pokazuje mi ile we mnie jeszcze jest pogaństwa, bo czasami i  ja nie odnajduje w sobie tyle odwagi i zaufania Bogu. Dzisiaj proszę Boga, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny o taką łaskę głębokiej wiary i zaufania Mu, w codzienności i sytuacjach granicznych, by „opierał się na swoim ukochanym” (por. Pnp 8,5). A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli i ostatnich chwil czasu Adwentu!

sobota, 10 grudnia 2011

3 niedziela Adwentu


Liturgia Słowa 3 niedzieli Adwentu:

Iz 61,1-2a.10-11 Łk 1 1 Tes 5,16-24 J 1,6-8.19-28

            Wszystkim pragnę gorąco podziękować za modlitwę w naszej intencji. Jesteśmy już po obłóczynach w WSD. Muszę powiedzieć szczerze, że to wielki dar od Boga, być obleczonym w inny strój, ale także wielka odpowiedzialność…
 
Dzisiaj w wielu Kościołach można się „przestraszyć”, ponieważ kapłan może być ubrany w różowy ornat. To symbolizuje wielką radość w tym czasie oczekiwania. Wielką radość o której mówi już Maryja: „Wielbi dusza moja Pana i duch mój raduje się w Bogu, Zbawicielu moim” (por. Łk 1,46b-47) prorok Izajasz: „Ogromnie weselę się w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim” (por. Iz 61, 10a). Bogiem trzeba się radować, to coś dobrego. Tylko czym mam  się radować, skoro, jak śpiewa Magda Anioł: „Jak się cieszyć powiedz mi, kiedy płyną gorzkie łzy? Jak mam kochać, powiedz jak, kiedy rani mnie mój brat? Jak nadzieje w sercu mieć, kiedy wszystko wali się?” Odpowiada na to dzisiaj w Psalmie Maryja: „bo wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny (…) Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie (…) ujął się za swoim sługą” (por. Łk 1,49-50a.54a) i prorok Izajasz: „Przyodział mnie w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca (…) jak oblubienicę” (por. Iz 61, 10). Gdy brakuje wiary, nadziei i miłości, trzeba szukać pozytywnych stron życia, mimo tego, że wiele czasami człowieka dołuje. Bóg czyni mi każdego dnia wielkie rzeczy, ale ciężko mi jest czasem je dostrzec. Są to proste rzeczy takie jak: dar życia, wiary, nadziei, miłości, rodziny, zdrowia… A ja czasami tego w żaden sposób nie szanuje, i co gorsza czasami Bogu za te dary nie dziękuje…

Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie” (por. J 1,26b) Te słowa są kubłem zimnej wody na moją głową. Jezus już dawno przyszedł na ziemię, ponad 2 tysiące lat temu. A ja dalej nie zauważam tego, że On był i dalej jest obok mnie, w drugim człowieku, we wspólnocie. Przypomina mi się tutaj słowo z 1. niedzieli Adwentu: na kogo ja czekam w Adwencie 2011, na kogo w swoim życiu ja w ogóle czekam? Bóg sam podpowiada na co czekać: „dobrą nowinę dla ubogich, opatrywanie ran serc złamanych, wyczekiwać wyzwolenia jeńców i swobodę więźniom, aby oczekiwać roku łaski od Pana” (por. Iz 61,1-2). Bóg przychodzi, bo chce mi „uczynić wielkie rzeczy” (por. Łk 1, 49), chce mnie uleczyć, wyzwolić, oczyścić, dać nowe życie w Nim. Ten rok łaski, dzięki przyjściu Jezusa na ziemię może się dokonywać codziennie. Dlaczego?

Bo Boga mogę odnajdywać w Eucharystii, Jego Słowie, w sakramentach, w drugim człowieku, w smutku i radości itd. Nie koniecznie muszę czekać tylko na święto Bożego Narodzenia, by Bóg się narodził. Sam mogę się do tego przyczynić poprzez konkretne uczynki. Pisze o nich św. Paweł: „zawsze się radujcie. Nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie” (por. 1 Tes 5,16-18a). Radość to wyróżnik chrześcijan. W czasach starożytnych po tym poznawano pierwszych chrześcijan, poganie mówili: „patrzcie jak oni się miłują, radują”. A cieszyć się trzeba, bo mogę każdego dnia żyć w pełnej jedności z Jezusem, m.in. poprzez modlitwę. Jest ona ważna w życiu każdego chrześcijanina. Także w moim. Adwent to szczególny czas walki o modlitwę. Przez nią zbliżyć się można do Boga. A czasami tylko się narzeka na wszystko, na korki na ulicach, na spóźnienia, na brak czasu, na świat itd. Wiele narzekania można usłyszeć, a dziękczynienia? Mało… Mi się też zdarza taka postawa narzekania, aniżeli dziękczynienia. Dzisiaj modlę się o taką postawę – ciągłej radości z bliskości Boga, nieustannej modlitwy i dziękczynienia.

„A któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała” (por. J 1,27). Jan Chrzciciel wypowiadając te słowa okazuje się człowiekiem pełnym odwagi.  To wzór każdego chrześcijanina. Bo dobre uczynki można pełnić, nawet należy. Ale jeżeli nie są one nastawione na Boga, to są one na nic. Jan nic nie przypisuje sobie, ale Bogu. I proszę Boga, aby i mnie uczył, jak być Janem Chrzcicielem w codziennym życiu. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli i czasu Adwentu!

sobota, 3 grudnia 2011

2 niedziela Adwentu


Liturgia Słowa 2 niedzieli Adwentu:

Iz 40,1-5.9-11 Ps 85 2 P 3,8-14 Mk 1,1-8

            W środę, czyli 7 grudnia br., będzie dla mnie i mojego rocznika bardzo wielkie wydarzenie, mianowicie przyjęcie stroju duchownego. Jest to ważny epizod w formacji do kapłaństwa, szczególnie w Adwencie. Koresponduje ono z pytaniem z poprzedniej niedzieli, na kogo czekam w Adwencie? Adwent jest okresem kiedy trzeba sobie odpowiedzieć na to zasadnicze i podstawowe pytanie. Sutanna i jej noszenie to dawanie świadectwa, ale trzeba wiedzieć o kim świadczyć… Świadczy się zawsze o czymś ważnym, coś co nas dotknęło do głębi. Ja chce świadczyć o tym, czego sam doświadczyłem, mianowicie o Jezusie Synu Bożym, który przyszedł mnie odkupić, wyciągnąć z grzechu, bo mnie kocha i kocha każdego człowieka, aż po krzyż, po wyniszczenie siebie. Proszę więc o pamięć w modlitwach za mój rocznik w tym czasie, abyśmy byli godni przyjęcia sutanny i zawsze dawali świadectwo o Jezusie…

Przypomina św. Marek Ewangelista w pierwszych słowach swojej Ewangelii, na kogo mam czekać: „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym” (por. Mk 1,1), także prorok Izajasz: „Oto wasz Bóg” (por. Iz 40,9b). Zadziwia mnie postawa św. Jana Chrzciciela, patrona Adwentu, który doskonale pokazuje na kogo powinno się patrzeć i czekać. Jan Chrzciciel, uważany był w tamtych czasach za proroka i to jednego z największych. Tymczasem był on zupełnie pokorny i odważny w głoszeniu Jezusa, Mesjasza, Syna Bożego. Żywił się nawet „szarańczą i miodem leśnym”, nie miał za zbyt ciekawy strój (por. Mk 1,6).  Wzywał do „prostowania ścieżek Panu” (por. Mk 1,3) i pokazywał jak: przez pokute i nawrócenie, dlatego udzielał chrztu (por. Mk 1,4).

To prostowanie ścieżki dla Pana i przez Pana, tzn. ścieżkę swego serca mam wyprostować tak, by spotkać się z Nim i przez Pana, bo sam nic nie jest w stanie zrobić i w Nim (por.Flp 4,13). Za mną już pierwszy tydzień Adwentu. Ta druga niedziela Adwentu może być także pobudką i rachunkiem do walki o Adwentu 2011. Na postanowienia nigdy nie jest za późno, zawsze coś zmienić. Ja swoje postanowienia mam i dalej w nich trwam., a Ty? Słowo mówi: „Przygotuj drogę Panu, prostuj ścieżkę dla Niego” (por. Mk 1,3) Proszę Pana, aby mi pomagał dalej zmieniać się przez ten Adwent, by być gotowym na spotkanie z Nim, bym dalej chciał prostować swoje ścieżki.

Jak pisałem wcześniej, Jan pozostaje człowiekiem pełnym pokory. Bardzo mi się śmiać chce, jak często słyszę, że ktoś chce być NAJ –piękniejszy, -lepszy, -gorliwszy, -…. Często mówię wtedy: „Chcesz być NAJ, to bądź jak JAN”. Można JAN odczytać od tyłu i wychodzi NAJ. Jan jest symbolem człowieka pełnego pokory, nie zatrzymuje nic na sobie, ale zawsze wskazuje na Pana. Jest człowiekiem w pełni oddanym Bogu, dla którego On jest najważniejszy. To ważne bo pokazuje mi, że powinienem oddawać Bogu wszystko, całe swoje życie, wszystko co posiadam, byle by Jego imię było chwalone. „Omnia ad maiorem Dei gloriam” głosi łacińska sekwencja, „Wszystko na większą chwałę Bożą”. To na większą chwałę Bożą mam prostować drogę do swojego serca, aby gdy przyjdzie nastąpiło pełne zjednoczenie z Nim.

            Piotr Apostoł świetnie to wyczuwa, pisząc już na początku: „Niech to jedno nie będzie dla was tajne, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” (por. 2 P 3,8). Tym jednym dzień będzie dzień sądu, gdy ostatecznie nastąpi zjednoczenie z Panem, albo potępienie. Na ten dzień każdy chrześcijanin powinien czekać, ale i nieustannie pracować. Mimo tego, że jestem grzesznikiem i to wielkim i upadam. To nie może mi przeszkadzać w walce o życie z Panem. Bo „nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy (…), ale On jest cierpliwy w stosunku do was” (por. 2 P 3,9). Może mi się nie udawać. To „normalne” po grzechu pierworodnym. Moja natura jest grzeszna, ale nieustannie powinienem „prostować ścieżkę dla Pana” (por. Mk 1,3). Nikt z nas nie wie, ja też nie wiem. Ale jedno jest pewne, „dzień Pański przyjdzie jak złodziej’ (por. 2 P 3,10). Dlatego trzeba ciągle się przygotowywać. To jest jak z egzaminem na studiach czy w szkole. Jeżeli jest ważny potrafimy uczyć się cały tydzień, zrezygnować nawet z wolnego czasu czy imprezy. Tak samo jest w wierze, jeżeli jest ona ważna dla nas, jeżeli Dzień Pański jest dla nas ważny, będziemy potrafić zrezygnować z wielu rzeczy, aby być gotowym. Proszę dzisiaj o to Pana Boga, aby „okazał swą łaskę i dał mi zbawienie” (Ps 85), proszę także o wstawiennictwo Matkę Bożą, abym zawsze był czuwający i gotowy, jak Ona w chwili Zwiastowania. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli!

sobota, 26 listopada 2011

1 niedziela Adwentu


Liturgia Słowa 1 niedzieli Adwentu:

Iz 63,16b-17.19;64,3-7 Ps 80 1 Kor 1,3-9 Mk 13,33-37

            Dzisiaj wielki dzień! Kościół dzisiaj daje nam kolejny okres – Adwent. Ten szczególny czas to nie tylko wieniec adwentowy w Kościele czy schodki ze schodzącym coraz niżej Małym Jezuskiem, aż wreszcie dojdzie do stajenki. Ale to czas mojego osobistego przygotowania się na spotkanie z Nim. Spodobał mi się napis jaki widziałem na jednej z gablot: „Adwent – na co czekasz?” Adwent trwa 4 tygodnie, to bardzo dużo czasu. Dzisiaj potrzeba dziękczynienia za ten kolejny Adwent, za możliwość nawracania się, za czas dla mnie i Boga. Właściwie można zapytać po co jest Adwent? Myślę, że najlepiej opisują to słowa dzisiejszego psalmisty: „Powróć Boże Zastępów (…) daj nam nowe życie!” (por. Ps 80). W ten pierwszy dzień warto przyjrzeć się poprzednim Adwentom w naszym życiu i prosić Boga, aby ten nie był „zwykłym i szarym” przygotowaniem się do świąt Bożego Narodzenia i przypomnieniem o kupnie prezentów, ale czasem, gdzie nauczymy się na nowo patrzeć na Boga, a przez to na drugiego człowieka.

Prorok Izajasz to dla mnie jeden z „czyścicieli sumienia i mojego obrazu Boga”. Słowa w jego księdze są zawsze mocne i konkretne. I pozostają takie dzisiaj. „Tyś Panie, naszym ojcem, „Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne” (por. Iz 63,16). Wyznanie, że Bóg jest Ojcem i Odkupicielem to uznanie, swojej zależności od Niego, uznanie szczególności relacji z Nim, którą wyraża miłość. To szczególnie ważne odkryć w sobie obraz Boga, jako Ojca, bo on wiele uzmysławia. Sam mam bardzo dobrego ojca, który w życiu bardzo wiele mnie nauczył. I dzisiaj mogę powiedzieć, że czasami nie rozumiałem jego zachowań, jego decyzji, ale dzisiaj wiem, że to co robił było to czynione z miłości i troski o mnie. Tak samo jest z Bogiem. Czasami to co On mi zaserwuje nie rozumiem, ale kto powiedział, że muszę wszystko rozumieć od razu? Potrzeba ufności Bogu, który chce dla mnie dobrze. „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił, przed Tobą skłębiłyby się góry” (por. Iz 63,19). Te słowa opisują łaskawość Boga oraz gorące pragnienie i lamentacje do Boga, o Jego rychłe przyjście na ziemię. Podobnie woła psalmista: „usłysz Pasterzu Izraela (…) przyjdź nam z pomocą; powróć Boże Zastępów” (por. Ps 80). Bóg to zapowiedział, i dotrzymuje słowa, bo „wierny jest Bóg” (por. 1 Kor 1,9).

„Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą działał tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz radośnie naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach” (por. Iz 64,3-4). Te słowa pięknie opisują, jeszcze bardziej Kim jest Bóg. Tylko o Nim można prawdziwie powiedzieć, że troszczy się o swoje stworzenie, że nie zostawia go samego. Jednak wyznanie wiary, że Bóg jest Ojcem, doświadczanie tego, Jego miłości i opieki dokonuje się, nie może pozostać tylko na płaszczyźnie serca, ale musi być widoczne, m.in. na drodze pełnienia Jego woli w codziennym życiu. Chociażby przez uczynki miłosierdzia o których mówił Jezus w Ewangelii z tygodnia wcześniej (por. Mt 25,34-36). Adwent to dobry czas na postanowienia, które zbliżą nas do Boga i drugiego człowieka, może to być praca w wolontariacie czy praca charytatywna. Odłożenie cukierków na bok to wyrzeczenie dobre dla dzieci… Bez tego jakiegoś zadania/wyrzeczenia adwent pozostanie pusty, niepełny…


Czas ucieka każdego dnia. Nigdy nie wróci czas który mógłbym wykorzystać na coś dobrego, a spożytkowałem go w niezbyt dobry sposób, np. siedzieć zamknięty w pokoju i oglądając film, gdy ktoś potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Dlatego ten czas 4 tygodni szybko minie, ale on już nie wróci. Stąd potrzeba szczególnej mobilizacji na Adwent 2011. Mobilizuje mnie dodatkowo dzisiejsza Ewangelia i przypowieść o człowieku – podróżniku. Bóg stworzył ludzi i każdego powołuje, czyli „każdemu wyznaczył zajęcie” (por. Mk 13,34). Nie znamy dnia kiedy nastąpi koniec świata, jak sam mówi Jezus: „kiedy nadejdzie ten dzień i godzina nikt nie wie, (…) tylko Ojciec” (por. Mk 13,32), więc na nic spekulacje, że koniec świata odbędzie się w grudniu 2012 czy po Euro w Polsce. Śmiać mi się chce, gdy słyszę, że ktoś ogłasza koniec świata. Muszę tu powiedzieć, że skolekcjonowałem 13 końców świata w swoim życiu i czekam na następne. Nie znaczy to, że nie wierze w koniec świata. Wręcz przeciwnie, wierzę, chociaż nie wiem kiedy ono nastąpi. Dlatego potrzeba żyć tu i teraz! Muszę zająć się teraźniejszością, by nie przespać kolejnego czasu Adwentu, ale czuwać i robić coś dobrego (por. Mk 13,36-37).

Czuwać nie jest łatwo, bo wymaga to zaangażowania swoich sił. Ale dzięki Jezusowi „zostaliśmy wzbogaceni we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusa utrwaliło się w was, tak iż nie doznacie braku żadnej łaski” (por. 1 Kor 1,5-6). To przez przyjście Jezusa, dzięki łasce chrztu zostałem uzbrojony we wszystko, by czuwać. Ale chrześcijanie wierzą w powtórne przyjście Jezusa: „oczekując objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa” (por. 1 Kor 1,7). On przyjdzie, to pewne. I On „będzie umacniał was do końca, abyście byli bez zarzutu” (por. 1 Kor 1,8) przed Bogiem. Dlatego dzisiaj wołam: „Marana tha! – przyjdź Panie Jezu!” (por. Ap 22, 20-21). Dzisiaj proszę Boga, o łaskę wytrwania w Nim, bym przez ten Adwent zbliżył się do Niego i do drugiego człowieka, bym wierzył, uznał i ufał, że On jest prawdziwym Ojcem i Odkupicielem, który chce dla mnie jak najlepiej. Proszę dzisiaj o wstawiennictwo Maryję, która potrafiła zaufać wbrew wszystkiemu… A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli i czasu Adwentu!

sobota, 19 listopada 2011

34 niedziela zwykła - Niedziela Chrystusa Króla


Liturgia Słowa 34 niedzieli zwykłe, Niedzieli Chrystusa Króla:

Ez 34,11-12.15-17 Ps 23 1 Kor 15,20-26.28 Mt 25,31-46

            Dzisiaj Kościół celebruje Niedzielę Chrystusa Króla, patronalne święto Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. To bardzo piękny ruch w Kościele, oparty na tradycjach chrześcijańskich i harcerskich, pielęgnujący piękne życiowe postawy. Jestem pełen uznania dla ludzi, którzy budują tę wspólnotę. Widziałem ich pracę, ponieważ byłem na wyjeździe wakacyjnym KSMu w Murzasichle. Człowiek, który staje się niewierny swoim ideałom, trwałym wartościom idzie na dno. Dzisiaj życzę każdemu członkowi KSMu wytrwałości i wierności zasadom, jakie wyznają. Trwajcie mocni w wierze!

W najbliższych dniach nastąpi koniec roku liturgicznego. Przyszła niedziela to I Niedziela Adwentu. Dzisiaj prorok Ezechiel przytaczając słowa Wyroczni Pana przypomina o Bogu, który zawsze, nieustannie i wciąż będzie mnie szukał, mnie owcę. „Bóg jest miłością” (por. 1 J 4,8), dlatego mówi: „Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę” (por. Ez 34,11). To piękny obraz Bożej miłości. Każdy człowiek jest spragniony miłości, a każdy jej w jakimś stopniu doświadcza, czy to w kontakcie z rodziną, przyjaciółmi czy drugą połówką. Bóg chce, aby każdy przyjął właśnie Jego jako swoją osobistą i prywatną połówkę, abym żył w bliskości z Nim, nieważne czy żyje w „miejscu ciemnym i mrocznym” (por. Ez 34,12). Zawsze jest szansa powrotu, dzięki temu, że Jezus Chrystus przyszedł na świat i stał się dobrym pasterzem (por. J 10,11-18). Dla Boga owca nigdy nie jest w złym stanie, nie jest ani zbyt: „zagubiona, zabłąkana, okaleczona, chora czy tłusta i mocna” (por. Ez 34,16). 


Rozmawiając czasami z moimi znajomymi z poza WSD słyszę, że na powrót nie zasługują, bo zbyt mocno popadli w grzech, za daleko to już zaszło, nie widzą przed sobą niczego, tylko dno. Odpowiadam jedno: potrzeba tylko zaufania Bogu i pozwolenia na prowadzenie się przez Niego. Zmiana kursu życia, na kurs Boży, to gwarant szczęścia. Widać to w Psalmie dzisiejszym, który nawiasem mówiąc zdecydowanie lubię. Psalmista mówi: „Prowadzi mnie nad wody, gdzie odpocząć mogę, orzeźwia moja dusze, wiedzie mnie po właściwych ścieżkach, stół dla mnie zastawia, namaszcza mi głowę olejkiem, kielich napełnia po brzegi” (Ps 23), krótko mówiąc, samo szczęście. Ten obraz nie jest wymyślony, ale realny. Człowiek gdy zmienia myślenie, gdy daje się Mu poprowadzić przez ciemne doliny otrzymuje 100 % więcej, aniżeli może marzyć. Czy to trudne do doświadczenia? Wydaje mi się, że i tak i nie. Ciężkie i wiem o czym mówię. To pokonanie bariery rozumu i zaufanie Temu, który nie pasuje do logiki świata i pokonanie bariery zmysłów, by wierzyć w Tego, którego nie widać. To wszystko jest do góry nogami! Pokazuje mi to bł. brat Karol de Foucauld.  Ale to jeszcze nie wszystko. Dalej czytamy: „I zamieszkam w domu Pana, po najdłuższe czasy!” (Ps 23). Pan Jezus powiedział: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. (…) Idę przygotować wam miejsce!” (por. J 14,2). To dopiero obietnica, żyć na zawsze z i w Miłości i Szczęściu!


  Koniec roku liturgicznego to dobry czas na analizę swoich zachowań, czyli na swoisty rachunek sumienia. Bóg mówi: „Oto ja osądzę poszczególne owce, barany i kozły.” (por. Ez 34,17). Póki człowiek jest na ziemi, może dokonywać rachunku sumienia, ma czas na naprawienie swoich błędów. Po śmierci, a ona nastąpi, odbędzie się sąd nad każdym z nas. Każdy rok jest darem od Boga i jest nam nie tylko dany, ale i zadany. Zadany do tego, by coraz bardziej doskonalić się jako chrześcijanin. W kontekście Ewangelii, która jest dzisiaj bardzo bogata i piękna, gdzie Jezus mówi: „Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a napoiliście Mnie; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie; bo byłem chory, a odwiedziliście Mnie”. (por. Mt 25,34-36). Jezus wymienia tutaj uczynki miłosierdzia, co do ciała, jakie powinni pełnić chrześcijanie. Dziś Jezus wzywa mnie do konkretnego rachunku sumienia, z całego roku, z uczynków miłosierdzia, ale jak podkreśla też prorok Ezechiel, z pracy pasterskiej. Ten rachunek sumienia może dzisiaj przestraszyć każdego, bo może zdać sprawę, że bardziej człowiek jest bliski strony „męki wiecznej niż życia wiecznego” (por. Mt 25,46).

Jezus w Ewangelii szokuje, mówi jasno i konkretnie, ale zwraca uwagę w uczynkach miłosierdzia na jeszcze jeden wymiar, mianowicie „na Mnie – Jezusa”. Uczynki miłosierdzia łatwo pełnić, nawet ludziom niewierzącym w Boga. I wielu moich znajomych ma z tym problem, ze zrozumieniem tego. Jezus pokazuje ładnie, że dopóki dobre uczynki, jakie pełnimy są nakierowane na Jezusa, na Niego, na Jego chwałę, a nie na nas, sycąc własny egoizm, wtedy uczynki są dobre, wtedy one pomagają nam zasłużyć na odziedziczenie królestwa Bożego i zasłużenia na miano błogosławionego (por. Mt 25,34). Dziś proszę Jezusa o te łaskę, by wszystkie moje czyny były pełnione tylko ze względu na miłość do Jezusa i na Jego chwałę!

 Dzisiaj jest Niedziela Chrystusa Króla. Jezus jest Królem, Panem i Zbawicielem. Nie tylko ze względu na to, że jest Synem Bożym, że jest naszym Bratem, ale dlatego, że m.in. „przez Niego dokona się zmartwychwstanie (…) dzięki Niemu wszyscy będą ożywieni” (por. 1 Kor 15,22). Zmartwychwstanie nasze to prawda wiary, a niezbitym dowodem tego jest Zmartwychwstanie Jezusa, co potwierdziło wielu nauczonych świadków (por. Dz 2,14-20). Tylko w świetle Zmartwychwstania Jezusa ma sens Jego misja na ziemi, odkupienie człowieka. Bez Zmartwychwstania nie byłoby chrześcijaństwa. I zmartwychwstanie jest obiecane także nam, na końcu ziemskiego świata. Wtedy też dokona się sąd, na którym pójdziemy, albo na „męki wieczne albo życie wieczne” (por. Mt 25,46). Proszę Boga, abym przez swoje życie zasłużył na miano błogosławionego i przeznaczonego do życia wiecznego. Proszę także o wstawiennictwo Matkę Boga i Człowieka, moją Królową i Panią, Wspomożenie Wiernych. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli!

sobota, 12 listopada 2011

33 niedziela zwykła


Liturgia Słowa 33 niedzieli zwykłej:

Prz 31,10-13.19-20.30-31 Ps 128 1 Tes 5,1-6 Mt 25,14-30

Na początku chciałbym powiedzieć, że już mniej niż za miesiąc będę obłóczony w sutannę. To wielkie wydarzenie dla mnie i moich braci z rocznika. Dlatego chciałbym poprosić każdego o modlitwę w naszej intencji. Powtórzę to, co mówiłem do osób z którymi spotkałem się w niedzielę powołaniową 6 listopada: „Jeśli chce się mieć dobrych kapłanów trzeba się za nich modlić, wtedy można zwracać im uwagę, w przeciwnym razie pokazujesz, że Ci na nich nie zależy. Dlaczego? Bo nie prosisz Boga za nimi, a oni też są grzesznikami, też są słabi i też potrzebują modlitwy…” Jak powiedział kiedyś Jan Paweł II: „Modlitwa to największy dar człowieka dla drugiego człowieka, którego nie da się zmierzyć ani zwarzyć.”



            W dzisiejszej Liturgii Słowa uderza przypowieść Jezusa, mówiąca o talentach. To znana przypowieść, często powtarzana. Czasami powoduje to, bierność w słuchaniu, bo skoro coś znam, to łatwo jest nad tym powierzchownie przelecieć, bez głębszego zastanowienia. Dzisiaj w tej przypowieści uderza mnie postać 3 sług. Dwóch z nich okazało się dobrymi sługami, dlatego Pan do nich powiedział: „Dobrze sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach nad wieloma Cię postawię.” (por. Mt 25,21.23). To jest szczyt jaki każdy chce osiągną tu na ziemi. Szczyt, który wydaje się nie do osiągnięcia, ale wbrew wszystkiemu jest możliwy, widać to po wielu świętych Kościoła. Jest do osiągnięcia, dlatego, że Pan mówi: „Wystarczy Ci mojej łaski!” (por. 2 Kor 12,9).

Dzisiaj jest obchodzony w Kościele Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Ci prześladowani braci i siostry, chrześcijanie, w tych trudnych dla nich chwilach cierpień fizycznych czy psychicznych, pokazują piękny przykład głębokiej wiary i ufności Bogu. Realizują doskonale słowa Hymnu Kościelnego: „Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki!” (por. Hymn „Ciebie Boga wysławiamy).  Dziś pora na postawienie sobie pytania, czy ja jestem gotowy na prezentowanie w życiu tak radykalnej postawy wiary w Boga? Nikt mi nie gwarantuje, że będę żył 80 lat, że umrę jako staruszek z siwizna na głowię. Nikt… A będąc po sakramencie bierzmowania jestem wzywany do takiej postawy. Jestem spokojny, bo wierzę i wiem, że Duch Święty umacnia, ale w pamięci mocno wybrzmiewają słowa z poprzedniej niedzieli: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny!” (por. Mt 25,13). Dziś modlę się za braci i siostry prześladowanych, o głęboką wiarę dla nich w bliskość Jezusa i o odwagę na wzór pierwszych chrześcijan, by wytrwali do końca. Bo jak mówi Pismo Święte: „Kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony” (por. Mt 24,13).

Zadziwia także postawa trzeciego sługi. Można powiedzieć, że przecież on jest pokorny względem swojego Pana, nie chciał by on stracił. Tak to wszystko jest piękne. Ale ta jego pokora oparta jest na strachu, sam mówi: „bojąc się” (por. Mt 25,25), która powoduje wycofanie się z działania.  Bóg nie chce pokory opartej na strachu, która powoduje nieaktywność. Bóg chce człowieka ryzykanta, który nie będzie bardziej przywiązany do opinii świata, ale będzie postępował Jego drogami (por. Ps.) Dlatego trzeciemu słudze odebrano wszystko i dano tym, którzy okazali się szaleńcami Bożymi. To co mu odebrano to wejście na Ucztę Zbawionych w Niebie – czyli zbawienie. Do uczestnictwa w tej Uczcie wezwany jest każdy. Bóg chce tam widzieć i spotkać każdego. Każdy dostaje tyle talentów by tam się dostać, na miarę swoich możliwości zrealizowania ich i przyniesienia owocu. A ten owoc się przyniesie, o ile będzie się trwało w Jezusie, a tu na ziemi w Kościele. Mówi bowiem Pismo: „Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity” (por. J 15,5).

            Rozumiała to pierwotna wspólnota chrześcijan z Tesalonik. Wiedzieli, że na mocy sakramentu chrztu, wyszli z ciemności grzechu i są teraz: „synami światłości i synami dnia” (por. 1 Tes 5,5). Wobec tego, nasze życie i nasze w nim postępowanie ma zmierzać do osiągnięcia Nieba, uczty zbawionych w Niebie. Paweł przypomina to o czym mówił Jezus: „Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi” (por. 1 Tes 5,6). Niektórzy mogą świadomie odrzucać wiarę i zaproszenie na Ucztę Niebieską, ale nie może to na mnie wpływać. Czasami ludzie śmieją się z tego, że ktoś chodzi do Kościoła, że jest wierzący, że jest zaangażowany w jakąś grupę przy Kościele. Mnie to również spotykało w czasach gimnazjalnych, nawet nazywano mnie papieżem. Ale nie dałem się złamać, modliłem się więcej do Boga i Bóg pozwolił, udzielił mi łaski wytrwania. To nie jest łatwe iść pod prąd, ale wzorem pozostaje Jezus, który nie bał się tego i poszedł aż na Krzyż. Dziś modlę się także o głęboką wiarę, ufność i wierność Bogu, bym był czujny i trzeźwy zmysłem wiary. Proszę o Orędownictwo Matkę Boga i Człowieka, Moją Królową i Matkę. A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli!