Pismo Święte

Pismo Święte

sobota, 22 października 2011

30 niedziela zwykła


Liturgia Słowa 30 niedzieli zwykłej:

Wj 22,20-26 Ps 18 1 Tes 1,5c-10 Mt 22,34-40

Na początku chciałbym bardzo mocno podziękować każdemu za modlitwę podczas tych świętych ćwiczeń duchowych, które odbywały się w WSD Rzeszów w ostatnich dniach! Był to dla mnie bardzo ważny okres, zwłaszcza, że po odejściu mojego przyjaciela z WSD pozostawałem w dołku psychicznym. Bóg jednak pozwolił mi na nowo spotkać się z Nim i okazał mi Jego nieskończoną miłość. Z tego powodu chciało mi się krzyczeć z radości (a panowała wtedy w WSD cisza – silentium). Bardzo pomógł mi tekst J 21,15-19 i szczera odpowiedź za Piotrem, pełna pokory: „Panie, Ty znasz moje serce, wiesz na co mnie stać, wiesz ile we mnie zła i grzechu, ale chce Ci dzisiaj powiedzieć całym i szczerym sercem, kocham Cię na tyle na ile dzisiaj to potrafię, na ile dzisiaj mogę!


            Dzisiejsza Liturgia Słowa mówi mi na temat miłości Boga. Już od Starego testamentu Bóg objawiał się, jako Bóg miłości. Mówi o tym dzisiejszy Psalm ( Ps 18): „Miłuje Cię Panie (…), mój wybawicielu! Boże skało moja, na którą się chronię, tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono. (…) Niech będzie wywyższony mój Bóg i Zbawca”. Ta szczególna relacja do mnie powstała na mocy stworzenia! Bóg powiedział: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz” (por. Rdz 1,26) a święty Jan powie: „Bóg jest miłością” (por. 1 J 4,8). Mam w sobie coś (często to słyszę), coś w środku. To coś to dusza, nic innego, to odprysk, znamię i ślad Boga we mnie. Właśnie ona, dusza, mówi mi, że Bóg jest. Skoro jest, tzn. że Słowo Pisma Świętego jest prawdą i odnosi się do mnie – do stworzenia miłości. Dzisiaj dziękuje Bogu za Jego miłość, tak wielką, niezmienną, jedyną w swoim rodzaju do mnie i słyszę Jego Słowo: „Tyś jest mój syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie!” (por. Mt 3,17). Dzięki Ci Boże za Twoją miłość, która dala mi życie!


            Miłość Boga nie może być tylko słowna, nie może kończyć się tylko pobożnym westchnieniem w duszy czy słowami: „Boże, jak ja Cię kocham”. Owszem ważne jest mówienie Bogu o miłości do Niego, tak przecież się postępuje. Do osób które są ważne w naszym ludzkim życiu często mówimy: „kocham Cię”. A do Boga, Boga miłości, którego tak kocham? Chyba za rzadko… A Jezus mówi: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (por. Mt 22,37).

Miłość musi okazywać się w konkretnych czynach, takich jak: przestrzeganie Jego przykazań czy stanięcie w Jego obronie, gdy ktoś Mu złorzeczy lub źle się o Nim wypowiada. To tylko przykłady, ale to Słowo każe mi dzisiaj skonfrontować swoją miłość do Boga z rzeczywistością. Czy faktycznie ma ona swoje odbicie w moim życiu? Czy faktycznie kocham Boga: całym sercem (tzn. w sercu jest na pierwszym miejscu? Czy z tego, że On jest na pierwszym miejscu wypływa cale moje działanie), całą duszą, inne tłumaczenia mówią życiem (tzn. czy On jest wszystkim dla mnie, wszystkim co mam), całym umysłem (tzn. czy umiem wbrew logice, empiryzmowi, pragmatyzmowi i relatywizmowi tego świata uwierzyć w tą miłość?). 


Czy jednak ta relacja to relacja miłości? Z Boga strony bankowo, a z mojej? Chyba niekoniecznie. Ta relacja nie może ograniczać się tylko do dziękczynienia Bogu za Jego miłość przez modlitwę, pobożne życie, jeśli nie ma ona odwzajemnienia w relacji z drugim człowiekiem. Mówi o tym Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „ Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (por. Mt 22,39). W żadnym miejscu w Prawie Żydowskim, ani całym Starym Testamencie nie znajdziemy tych nakazów razem: miłości Boga i człowieka (por. Mt 22,34-40). Ta wypowiedź jest więc wyjątkowa, zmienia kąt patrzenia na miłość Boga i bliźniego, streszczając przy tym całą naukę Starego Testamentu i Jezusa. Złączenie ich w jedno przez Jezusa dowodzi ich szczególnego znaczenia i istnienia współzależności między nimi: nie można kochać Boga bez miłości bliźniego, nie można miłować bliźniego bez miłowania Boga. Z tego przykazania wyrasta cała moralność chrześcijan…


To zdecydowanie bardzo trudny nakaz Jezusa, miłości Boga i bliźniego. Czy w praktyce coś takiego istnieje? Pyta mój rozum Boga. Paweł w liście do Tesaloniczan mówi, że tak, że istnieje, co więcej oni są tego doskonałym przykładem: „Wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana (…) by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu” (por. 1 Tes 1,6.9b). Skoro im się udało, to znaczy, że i mi się może udać. Może, Bóg mówi: „wystarczy ci mojej łaski” (por. !). Co trzeba robić? Prosić o to Boga, bo On powiedział: „proście a otrzymacie” (por. !). Proszą o to dzisiaj Boga, bo wiem, że sam nie dam rady, że bez Jego pomocy mój trud legnie w gruzach, proszę aby wysłuchał mojej modlitwy, aby udzielił mi daru miłości chrześcijańskiej. Dzisiaj wierzę Bogu, wierzę bo On mówi: „usłyszę go, bo jestem litościwy’ (por. Wj 22,26). A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?

Błogosławionej niedzieli!

sobota, 15 października 2011

29 niedziela zwykła


Liturgia Słowa 29 niedzieli zwykłej:

Iz 45,1.4-6 Ps 96 1 Tes 1,1-5b Mt 22,15-21

Na początku chciałbym bardzo mocno prosić każdego o modlitwę. W WSD zaczynają się rekolekcje jesienne. Jest to błogosławiony czas ćwiczeń duchowych, ale zwłaszcza dla braci z VI roku czas szczególny; jest to dla nich czas bezpośredniego przygotowania do święceń diakonatu. Polecajmy wszystkich kleryków z WSD Rzeszów w naszych modlitwach!

             

Dzisiejsza Liturgia Słowa zaczyna się dla mnie bardzo mocno. Bóg pokazuje dzięki prorokowi Izajaszowi Kim On jest i pyta Kim On jest dla mnie. A jest: „Panem i nie ma innego” (por. Iz 45, 5). To samo wezwanie pada kolejny raz (Iz 45, 6). Powtarza się zazwyczaj coś ważnego, coś co chce się by wybrzmiało mocno i zostało zapamiętane. Pokazuje mi to w jaki sposób ja traktuje Boga, czy jest On dla mnie faktycznie Bogiem czy może tylko ułudą Boga? Skoro traktuje Go jako jedynego i osobistego Pana, to wzywa mnie to do konkretnych zachowań (co było widoczne w perykopach czytanych w ciągu tego tygodnia; por. Łk 11, 37-54): mam być jednoznaczny, przypomina mi się tu słowo z Apokalipsy: „Bądź zimny albo gorący! Skoro będziesz letni, a nie zimny, albo gorący, to wyrzygam cię z moich ust” (por. Ap 3,15-16). Dosłownie wyrzygam… 



Bardzo mocne słowo, ale wzywa mnie do bycia radykalnym w swoim postępowaniu, do bycia prawdziwym świadkiem Jezusa. To ma się dokonywać w moim codziennym życiu przez np. uśmiech i podejście pełne miłości do drugiego człowieka,  a nie gniew, to powiedzenie czasami mocno: „nie zgadzam się bo jestem katolikiem i Bóg nie chce by tak było” czy przeżegnanie się przechodząc obok Kościoła. W szczególności w perspektywie przyjęcia przeze mnie szaty duchownej (sutanny) to wezwanie by się tego stroju nie wstydzić. Bo to znak przynależności do Jezusa! Dzisiaj modlę się, bym umiał i miał siły do przyznawania się zawsze do Jezusa, bym zawsze uznawał Go za swojego Pana i Zbawiciela i by to przejawiało się w moim życiu…

             
Wydaje się, że nie rozumieli tego Izraelici, że zagubili prawdziwy sens życia, życia „dla większej chwały Bożej”. Dla nich liczyło się tylko zachowanie prawa, co sam w sobie nie byłoby złe, gdyby Bóg był naprawdę na pierwszym miejscu. Ich słowo jest pełne obłudy, przecież zupełnie myślą co innego, nie raz „czyhali, by pochwycić Go na jakimś słowie” (Łk 11, 54), a teraz mówią, że Jezus jest prawdomówny, że chodzi prawdziwie za Bogiem i tylko z Nim się liczy (por. Mt 22, 16-17). Pytają o podatek, coś co jest pewne, tak samo jak śmierć (jak słyszeć można w żartach). Wydaje się, że maja Jezusa w garści, jak powie, że nie, to będzie przeciwnikiem Rzymian, będzie buntownikiem, gdy zaś poprze sprawę podatku, będzie to znaczyło, że popiera Rzym i ich okupacje, co w konsekwencji da kompromitacje w oczach Żydów. Wydaje się więc, że Jezus nie ma wyjścia z tej sytuacji. Ale to się tylko wydaje… Jezus bardzo mądrze i logicznie odpowiada: „Oddajcie Cezarowi co należy do Cezara, a Bogu to co należy do Boga” (por. Mt 22, 21). Jezus, dzięki temu wybija z rąk argument faryzeuszom i pokazuje, że liczy się władza ziemska, ale prawdziwa i jedyna władza należy do Boga. On to jest nad wszystkim, bo On stworzył wszystko, jak przeczytać można w księdze Rodzaju (por. Rdz 1-2). Jestem Jego dziełem, On mnie powołał do istnienia i za to dzisiaj dziękuje Bogu, za swoje życie, życie w konkretnym miejscu, tu w Polsce, w Rzeszowie, w WSD. Bo to nie jest przypadek, ale pomysł Boga na moje życie. Dziękuje Ci Boże!

           
Czy tak powstępował pierwszy Kościół? Jak to jest w Kościele w Tesalonikach? Tak. Paweł, jak widać, dziękuje za wiarę, nadzieje i miłość członków Kościoła w Tessalonikach (1 Tes 1,3). Czy tak postępuje dzisiaj Kościół? Wydaje się, że zarazem i tak i nie. Kościół był, jest i będzie zarazem święty obecnością Boga i grzeszny przez obecność człowieka. Ale to nieznaczny, że ja jako członek Kościoła nic z tym nie mogę zmienić. Właśnie dzięki swojej postawie życiowej, praktykującej 3 cnoty Boskie: wiarę, nadzieję i miłość, będę poszerzał w swoim społeczeństwie świętość Kościoła. Dziś modlę się także za cały Kościół, za jego członków, by był godnym i prawdziwym świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego! A co Słowo, Pan Bóg mówi dzisiaj Tobie?


Polecam modlitwę do osobistego przyjęcia Jezusa jako swojego jedynego i prawdziwego Pana i Zbawiciela:
Jezu, wierzę mocno w to, że Ty jesteś Synem Bożym i Mesjaszem; że przyszedłeś na świat nie po to, by mnie skazać za moje grzechy, ale po to, by mnie zbawić. Przyznaję, że jestem wielkim grzesznikiem, ale jednocześnie wyznaję, że Twoje miłosierdzie i Twoje przebaczenie są większe od moich grzechów.
Dzisiaj ustami wyznaję to, w co mocno wierzę sercem: że Ty jesteś jedynym Zbawicielem świata. Ty jesteś moim osobistym Zbawicielem. Wierzę w Ciebie i proszę Cię, abyś dał mi Nowe Życie w obfitości, które nabyłeś dla mnie przez Twoją śmierć na krzyżu i przez Twoje zmartwychwstanie.
Chcę osobiście spotkać Ciebie i przyjąć Twoje zbawienie. Wiem i ufam, że Ty nie opuszczasz nigdy tego, kto w Ciebie wierzy.

Błogosławionej niedzieli!